8.1.Bruksela,Moskwa,Bratysława (PAP) - Jeszcze w czwartek po
południu wydawało się, że rosyjsko-ukraiński kryzys gazowy uda się
szybko zażegnać z pomocą Unii Europejskiej. Wieczorem z Brukseli i
Moskwy napłynęły jednak niepomyślne, miejscami sprzeczne informacje.
Przebywający w Brukseli szef Gazpromu Aleksiej Miller obiecywał,
że rosyjski koncern natychmiast wznowi dostawy gazu do Unii
Europejskiej, kiedy tylko międzynarodowi obserwatorzy rozpoczną
monitoring przepływu rosyjskiego gazu na Ukrainie.
Wicepremier Ukrainy Hryhorij Nemyria zapowiedział, że przyjazd
obserwatorów ma nastąpić "do piątku".
Wkrótce potem unijny komisarz ds. energii Andris Piebalgs ogłosił
jednak, że UE nie osiągnęła dotąd porozumienia z Rosją w sprawie
przywrócenia dostaw rosyjskiego gazu przez Ukrainę.
Czeski minister przemysłu Martin Rziman powiedział w Brukseli, że
to Rosja odrzuciła konkretną propozycję UE w sprawie wysłania
unijnych obserwatorów.
Piebalgs oświadczył, że w piątek na Ukrainę pojadą unijni
obserwatorzy ds. gazu. Wyjaśnił, że mimo fiaska całodniowych
rozmów w Brukseli z przedstawicielami Gazpromu i władz rosyjskich,
KE chce realizować porozumienie z Ukrainą o wysłaniu obserwatorów.
Powiedział jednak, że wbrew wcześniejszym ustaleniom nie
doprowadzi to do wznowienia dostaw gazu dla krajów UE, bowiem w
składzie misji nie będzie obserwatorów rosyjskich, czego żąda
Moskwa.
"Powiedziałem stronie rosyjskiej, że jesteśmy gotowi na wszelką
współpracę z ich strony. Ale nie zgadzamy się na to, żebyśmy my
mieli zmuszać Ukrainę do przyjęcia obserwatorów rosyjskich. To nie
należy do nas" - podkreślił Piebalgs.
Premier Rosji Władimir Putin obciążył Komisję Europejską winą za
fiasko porozumienia. Według Putina, KE, powołując się na brak
mandatu, odmówiła przyjęcia dokumentu, podpisanego już przez Rosjan.
Putin zadeklarował jednocześnie, że Rosja gotowa jest wznowić
rozmowy z Ukrainą na dowolnym szczeblu o dostawach gazu i jego
tranzycie. Szef rosyjskiego rządu wyraził też nadzieję, że obecna
dramatyczna sytuacja wokół dostaw gazu przez terytorium Ukrainy
nie odbije się na relacjach jego kraju z Unią Europejską.
Całkowitą odpowiedzialnością za ten kryzys Putin obarczył władze w
Kijowie.
Premier Donald Tusk zarzucił w czwartek Rosji - po spotkaniu w
Bratysławie z szefami rządów państw Grupy Wyszehradzkiej oraz
przewodniczącym Komisji Europejskiej Jose Manuelem Barroso - że
stwarza problemy, jeśli chodzi o rozwiązanie konfliktu gazowego.
"Nie może być tak, że Ukraina, jako kraj tranzytowy odpowiada
politycznie za ten kryzys. Dzisiaj, dosłownie godzinę temu,
znalazło potwierdzenie - mówił o tym przewodniczący Barroso - że
trudniejszym partnerem dla Unii w tych rozmowach jest Federacja
Rosyjska, a nie Ukraina" - powiedział Tusk.
"My dzisiaj nie rozstrzygniemy wszystkich szczegółów i wszystkich
wątpliwości, ale jedno jest pewne. Ukraina zgodziła się i
podpisała - zarówno władze jak i Naftohaz - tę zgodę na monitoring
ze strony UE. Problemy stwarza dzisiaj Moskwa" - ocenił szef
polskiego rządu.
Tusk powiedział dziennikarzom, że premier Ukrainy Julia
Tymoszenko poprosiła o przysłanie na Ukrainę polskich ekspertów
ds. gazownictwa. Zaznaczył jednak, że "dla Polski lepiej będzie",
jeśli mocno wesprze unijną misję obserwatorów.
Tusk dodał, że jeśli ze strony Unii Europejskiej pojawi się
propozycja, by wśród unijnych obserwatorów znaleźli się Polacy, to
Polska wyśle swoich specjalistów.
Ministrowie spraw europejskich krajów UE przyjęli w czwartek w
Pradze wspólną deklarację, w której ocenili, że w konflikcie
gazowym Ukraina i Rosja szkodzą swej wiarygodności, oraz
zapowiedzieli przyspieszenie prac nad polityką bezpieczeństwa
energetycznego.
Zaapelowali do Rosji i Ukrainy, aby wywiązywały się z
kontraktowych zobowiązań jako dostawca i kraj tranzytowy oraz
niezwłocznie wznowiły normalne dostawy na europejski rynek.
W deklaracji ministrowie zapowiadają przyspieszenie prac nad
rozmaitymi inicjatywami, które mają zwiększyć bezpieczeństwo
energetyczne UE.
"Nareszcie jest szansa, żeby polityka energetyczna ruszyła
naprzód. Jest zupełnie inna atmosfera rozmów; przycichły argumenty
ekonomiczne, że ta polityka będzie za droga" - cieszył się
reprezentujący Polskę w Pradze sekretarz stanu ds. europejskich w
polskim MSZ Mikołaj Dowgielewicz.
Jak podkreślił, przyjęto polski postulat przyspieszenia prac nad
polityką energetyczną, "tak aby marcowy szczyt UE podjął już
konkretne decyzje tworzące tę politykę". Polskie postulaty w tej
sprawie to "stworzenie realnego mechanizmu kryzysowego" na wypadek
poważnych zakłóceń w przerwach, "w który chcielibyśmy włączyć
kraje z Partnerstwa Wschodniego, a przede wszystkim Ukrainę".
Ponadto Polska chce, by UE zobowiązała się do "obligatoryjnego
wyznaczenia rezerw energii", a także by kraje członkowskie
udzielały sobie nawzajem pożyczek rezerw w sytuacjach kryzysowych.
Przyjęta deklaracja zapowiada, że bezpieczeństwo dostaw będzie
tematem następnego posiedzenia ministrów spraw zagranicznych w
Brukseli 26 stycznia. (PAP)
az/ ro/ krf/ pam/